Blog

19 July 2011

No i po habilitacji

Centralna Komisja odrzuciła moje odwołanie w sprawie niedopuszczenia mnie do kolokwium habilitacyjnego. Decyzję oznajmiono, może nieco zbyt rozrzutnie, na półstroniczce papieru. Prawdopodobnie Komisja pragnie oddziaływać przede wszystkim siłą urzędowego dokumentu, na którym widnieje dumne godło Rzeczypospolitej. Ja wysmażyłem 20 stron odwołania, w którym odniosłem się do wszystkich argumentów negatywnych recenzji, a tutaj proszę – odpowiedź typu „nie i już”! No może odrobinę przesadzam. Przepisano wnioski negatywnych recenzji (choć dwie były pozytywne). Jakie to proste i skuteczne!

Trochę mnie wzięli z zaskoczenia, choć generalnie takiego obrotu sprawy się spodziewałem (przez wzgląd na zerwanie towarzyskich relacji istotnych dla habilitacji nie można było oczekiwać pozytywnego obrotu sprawy). Ale zamiast powrócić spokojnie do pracy wpisałem odpowiednie hasła w google i stwierdziłem, że dyskusja nad tą nieszczęsną habilitacją w naszym kraju jest nadal żywa. Wiadomo – zmiany, zmiany, zmiany. Błyskawicznie trafiłem na stronę dr Kulczyckiego, którą polecam chociażby przez wzgląd na świetną graficzną oprawę (pozazdrościłem) i wpadłem tam na wypisy z założeń do nowej, rewolucyjnej ustawy. Pozwolę sobie przytoczyć: „Zmiany dotyczą głównie postępowań habilitacyjnych i mają na celu zwiększenie liczby promocji habilitacyjnych, przy jednoczesnym podwyższeniu wymogów co do jakości osiągnięć naukowych, będących ich podstawą i obniżeniu wieku uzyskiwania samodzielnej pozycji naukowej”.

Czytając to zrozumiałem, że już się nie załapię. Od października będą bowiem habilitować młodych geniuszy. W 2008 roku, kiedy składałem wniosek o habilitację byłem jeszcze w miarę młody i zdolny, a dziś – stare beztalencie. Ale tak na poważnie, to skłaniam się ku opinii, że Komisja nie poradzi sobie z takim nawałem prac, jaki jest dla niej planowany w nowej, rewolucyjnej ustawie. Już teraz przecież ledwo zipie, wydając decyzje na skrawkach papieru (do czego potrzebowała ok. 10 miesięcy). Nawał prac nie pozwala jej także na poświęcenie większej ilości czasu odpowiedniemu doborowi recenzentów. Szkoda, bo jest to prawdziwy problem polskiej nauki, którego raczej żadna, nawet rewolucyjna, ustawa nie naprawi. A recenzenci to przecież podstawa każdej habilitacji. Żeby nie być gołosłownym podam przykład.

Jeden z negatywnych recenzentów mojej pracy i dorobku wyjątkowo drobiazgowo poddawał dekonstrukcji skromny objętościowo doktorat, który obroniłem w 2004 r. na Uniwersytecie Bazylejskim. Jednym z jego argumentów na to, że cała praca, mówiąc kolokwialnie jest do niczego, były wyliczenia dotyczące zupełnie innej grupy artefaktów, które przeprowadził na kartce papieru w zaciszu swego gabinetu. W ferworze zaprzeczania recenzent ten nie zwrócił uwagi (lub uznał za zbyteczne), że na końcu książki zamieściłem wykaz wszystkich zmiennych, które analizowałem w pracy. Zrobiłem to oczywiście po to, aby każdy zainteresowany mógł przeprowadzić własne analizy. On jednak z tego nie skorzystał, posługując się argumentem kartki w szufladzie własnego biurka.

Drugi recenzent chyba przeskoczył pierwszego, zarzucając mi „jednostronność podejścia”. Nic nie pomogło wyjaśnianie i cytowanie kilkunastu miejsc własnej książki, w których wyraźnie dostrzegam aspekty przez niego jakoś niedostrzeżone. Niezwykły jest jednak styl, w jakim to zrobił, który dla ułatwienia przedstawię w postaci modelowej: moim zdaniem wytwory człowieka mogą być, obok ich roli rytualnej i funkcjonalnej, traktowane jako nośniki wielu innych komunikatów, także tych związanych z miarą i liczbą. Albo jeszcze bardziej obrazowo: ja twierdzę, że pewien artefakt, oprócz swej wartości religijnej lub funkcjonalnej, może być także (jednocześnie) traktowany jako symbol prestiżu lub sukcesu materialnego. W odpowiedzi opiniodawca wytyka mi błąd myślowy, twierdząc, że artefakty są wyłącznie rytualne lub funkcjonalne, zarzucając mi właśnie jednostronność podejścia! Genialne, prawda?

No cóż, w trakcie polskiej procedury habilitacji trzeba umieć łykać takie pigułki. Również i takie, że recenzenci, mimo niewystarczającej (lub żadnej) znajomości języków obcych, recenzują teksty obcojęzyczne. Doktorat napisałem po niemiecku, dlatego recenzent sporządził swoją opinię wyłącznie na podstawie zamieszczonych rycin. Poświęcił on jedną trzecią recenzji na wytykanie mi braków metodologicznych, podczas gdy szczegółowe wyjaśnienia znajdowały się w tekście. Jakież ja miałem szczęście – pomyślałem sobie – że zrobiłem ten doktorat za granicą. Przy tak wysokim poziomie, jaki obowiązuje u nas w kraju, na pewno nie dałbym rady.

Zresztą recenzenci nawet nie czytają polskich tekstów, na co uprzejmie wskazywałem w odwołaniu. Konsekwentnie przekręcali nieznane im terminy, zawarte w książce, na potrzeby swych negatywnych recenzji. Np. pojęcie „systemu metrologicznego” lub „konceptu metrologicznego” zamienili na „system wagowy”, pojęcie „komunikacji” zamienili na „mowę”, a następnie poddali druzgocącej krytyce. Innymi słowy krytykowali własne wizje. Konsekwentnie wmawiali mi rzeczy, których nie napisałem, naginając treści książki do swoich potrzeb. Czyż nie jest pocieszające dla polskiej nauki, że ma tak wybitnych specjalistów, którzy, mimo że nie mają racji, to ją mają? Nie twierdzę przy tym, że moja książka nie zawiera błędów. Szkopuł w tym, że negatywne recenzje ich nie wychwyciły, natomiast pozytywne – owszem. Natomiast CK w ogóle nie odniosła się do żadnych przedstawianych przeze mnie argumentów, ponieważ pisanie przez recenzentów jawnych bzdur nie stanowi podstawy do rewizji procesu. Postępowanie CK można przeto nazywać „inkwizycyjnym”, jak tłumaczy analiza Marcina Chałupki na łamach Forum Akademickiego. A skoro wkraczamy w obszar średniowiecznej doktryny, to czego, poza odwoływaniem się do nieomylnych autorytetów, możemy się spodziewać? Procedura jest tak skonstruowana, żeby nie było możliwości obrony. Według nowych zasad umieszczanie recenzji w internecie miałoby to zmienić.

Trzeba jednak przyznać, że procedura habilitacji spełnia swą podstawową rolę odróżniania ziarna od plew. Napisałem nieodpowiednią, („kontrowersyjną”) pracę w niewłaściwym czasie, co w żargonie recenzenckim oznacza „przedwczesny wniosek”. CK wyraźnie sugeruje, że gdybym poczekał kilkanaście lat i przemyślał na nowo problematykę, którą się zajmuję, to sam doszedłbym do wniosku, że „umyka ona poznaniu naukowemu”, jak to określił jeden z negatywnie nastawionych recenzentów i że jest „spekulatywna” – dodał drugi. Strategia CK, jak również całego systemu habilitacji w Polsce, nawiązuje bowiem do starej, sprawdzonej metody wychowawczej Dziadka Ignacego, polegającej na odesłaniu niegrzecznego dziecka do kąta z propozycją, żeby zastanowiło się dlaczego jest karane. Po jakimś czasie spędzonym w klęczkach na grochu skruszony rozrabiaka wraca zwykle z właściwą odpowiedzią, a wtedy jest mu wielkodusznie wybaczone. To piękna tradycja! Łączy się ona logicznie ze szczególnie hołubionym w Polsce zadaniem uniwersyteckiej nauki, którym nie są próby nowego spojrzenia na rzeczywistość (obarczone większym ryzykiem), lecz korzystanie z dostępnych wzorców wyjaśniania. Ten pogląd od bardzo dawna swobodnie drenuje mózgi studentów i doktorantów naszych uczelni, którym wmawia się, że nie powinni podejmować wyzwań. Reformy nic tu nie zmienią. Niekończące się egzaminy utrzymują ich w przekonaniu, że lepiej się nie wychylać, bo mogą zostać skierowani na dobrowolne klęczenie na grochu w celu identyfikacji swoich niecnych występków.

9 Responses to “No i po habilitacji”

  1. adam Says:

    Zawzięcie marzę o habilitacji, ale po Pana tekście ręce opadają na cały ten system… Dobrze powiedział stary AK-owiec: potrzeba nam jeszcze wymarcia ze dwóch pokoleń zdziadziałych politruków…

  2. mil Says:

    adam nie marz, ja kompletowałam dokumenty w 2003r, po zlóżeniu wniosku z pismen rektora że zaplaci za recenzje był zachwyt, ale potem ” że ich pracownicy nie mają podobnego dorobku” i 2 lata lodówka, jednogłośnie otwarto, wybrano 3 recententów ( 2 lata pisała prof i ich uczelni”. : 3 rec. wnioskowala dopuszczenie do kolokwium, ale RW tajnie zaglosowala negatywnie; odwolanie do CK- rozpatrzone pozytywnie – bo na tą radę nie zaproszono recenzentów; przez ponownym rozpatrywaniem dziekan “dyskretnie prosi”… aby w konkluzjach dopisano “NIE”, i wwynik tajnego głosowania po raz drugi negat., drugie odwolanie – Ck się denerwuje i przenosi c.d na inną uczelnię _ ale nikt nie ponosi konsekwencji poza hab., nowa jednostka ustanawia 2 nowych rec, jeden ewidentnie rozprawy nie czytał, ale recenzja przyjęta, piąty – dokladnie przeanalizował i wydal b. pozytywną opinię. Całośc materialu analizowała wewnętrzna komisja powołana przez tę drugą RW.. która w zamieszaniu ) poproszono tych 3 rec. z pierwszego rzutu, a rec, negatywny nie pojawił sie ( może ze wstydu ? bo może po napisaniu w 2 tyg. rec, potem jednak rozprawę przeczytał ?) nie postawiła wniosku o dopuszczenie, więc wynik tajnego głosowania 10 za, 8 przeciw, 7 wstrzymujących * z dyskusji wynikało, że wielu głosujących nie zapoznałosię z materiałem – przez 2 lata ‘tajnie trzymanym”/ Kand. hab. oczywiście recenzji nie wysłano, ani nie powiadomiono, że są.
    Po wyniku głosowania RW po raz drugi obraduje, wytykając sama sobie wiele usterek w postępowaniu , np to, że odczytano tylko konkluzje z 4 pozytywnych recenzji, a jako ostatnią w calości “negatywną na 1/2 strony). Kand. hab. pisze po raz trzeci odwołanie do CK, a CK stwierdza po kolejnym roku, że nie było usterek w postępowaniu, a to że 1/3 RW “wstrzymała się od głosowania”, jako niedoinformowana, to było zgodnie z prawem. Napisano, że hab. nie ma prawa odpowiadać na recenzje, RW nie recenzuje recenzentów itp., czyli rec. ma prawo pisać nieobiektywnie i nie na temat. CK utrzymala w mocy i pouczyła, o prawie strony do złożenia skargi do SA. SA “dogłębnie zbadało< i w kilka minut "oddaliło skargę", pouczając hab, że jak napisze wniosek i wpłaci 100 zł ( za skargę pobrano 200 zl ) – to napiszą uzasadnienie oddalenia ( w tym dniu ten sam skład SA rozpatrywał 15 spraw, z czego wszystkie skargi oddalono, akta w dyspozycji są 7 dni przed rozprawą). Ta procedura ruszyła w 2003 r, teraz mamy 2012 – odpowiedź trzeba szukać w pytaniu na RW " czy ktoś zna osobiście hab.? kto to jest ? GDYBY to nie był przypadek rzeczywisty, to mógłby być temat literacki, jak działają DEMOKRATYCZNE instytycje nauki[ TERAZ wg nowej procedury ma być niby szybciej i jawniej, ale kandydat musi wykazać się poza dorobkiem, najlepiej zagranicznym także" zaanga żowaniem przy doktoratach, czyli co… ma komuś ten jakiś doktorat napisać? )

  3. Jan Says:

    Najciekawszym punktem rozważań Rady Naukowej, wskazanej do przeprowadzenia przewodu habilitacyjnego jest fakt, czy w jej gronie znajdują się osoby znające rozwiązanie proponowane w rozprawie habilitacyjnej. A przecież habilitacja winna stanowić “milowy krok’ w rozwoju dyscypliny naukowej!!! Nikt więc nie powinien znać sposobu rozwiązania zagadnienia rozważanego w rozprawie. Rada powinna zatem znać jedynie spektrum rozwiązań problemów proponowanych przez habilitanta, a wskazany recenzent stwierdzić, że analogicznych rozwiązań nikt dotąd nie proponował!!! Zatem ŻADNA Rada Naukowa, zajmująca się daną dyscypliną nie powinna mieć prawa odmówić zajęcia się habilitacją w danej dyscyplinie. Albo wie co się w niej dzieje albo nie (jeśli nie wie powinny jej być odebrane prawa habilitowania!!!

  4. Tola Says:

    A ja dostałam 3 negatywne recenzje. W jednej recenzji na 9 stronach pani prof. zrobiła 7 błędów ortograficznych :) (teraz nie zaliczyłaby egzaminu gimnazjalnego). Poza tym oceniając jedno z moich osiągnięć, oceniła je “na pierwszy rzut oka”. Serio. Ja namęczyłam się przy badaniach i obliczeniach 5 lat, a pani prof. wystarczył rzut oka (ciekawe czy rzuciła prawym czy lewym okiem?)
    W drugiej recenzji recenzent przyznaje się, że nie dostał wszystkich materiałów. Ale nie przeszkodziło mu to zadecydować NIE.
    Trzeci recenzent myli pojęcia, np. sygmatyzm ze stygmatyzmem, determinację z determinizmem…
    Takich byków jest w moich recenzjach całe mnóstwo.
    Jestem zdruzgotana poziomem moich recenzentów i polskiej elity intelektualnej.
    Odwołanie wysłane, ale już mam sygnały, że nic z tego.
    Eh, możemy sobie narzekać albo zrobić coś z tym. Może media? GW? Program TV?
    Pozdrawiam

  5. Aleksander Says:

    Rozumiem rozgoryczenie Tolu. Jeżeli napisałaś odwołanie, to może jeszcze nie należy przesądzać wszystkiego. Może się uda.. Co do polskiej elity intelektualnej – masz prawo być zdruzgotana. Błędy, które wymieniłaś, dyskwalifikują tych pseudo-recenzentów, ale taki jest niestety stan tej “elity” i nic na to nie poradzimy. Mój aktualny komentarz do tej sytuacji: jakże ciekawym paradoksem jest fakt, że często demagodzy i populiści trafiają w sedno, dlatego mówiąc ostatnio popularnym językiem Korwin-Mikkego, “to albo idioci, albo oszuści”. Jest tak, ponieważ polski system nauki promuje konformizm i miernotę a strukturalnie polskie uczelnie nadal tkwią w socjalizmie. Moja rada: jeżeli masz możliwość wyjedź za granicę. Jeżeli jesteś przekonana do tego, co robisz naukowo, rób to dalej, ponieważ w gruncie rzeczy liczy się tylko to. Zgryzoty z czasem miną. Mediów te sprawy raczej nie interesują – zbyt skomplikowane.
    Pozdrawiam

  6. Tola Says:

    Dzień dobry Aleksandrze.
    Dziękuję. Niestety nie wyjadę. Tu się urodziłam, tu mam rodzinę i tu zostanę. To właśnie TU mamy dużo do zrobienia. Nie można podwinąć ogona i uciec. Dlatego będę walczyć. Mam wielu znajomych, którym też się nie udało. Nie dlatego, że są głupi, tylko spoza układu… Szkoda tylko, że ludzie tak szybko się poddają. W internecie znalazłam Ciebie i Migalskiego (miał 3 podejścia :). No i oczywiście S. Bober. Dzielna kobieta, jej się udało :)
    Zaraz i ja się włączę, więc będzie nas troje a to już jakaś zbiorowość :)
    Najpierw postaram się opublikować moje odpowiedzi na recenzje. Potem powalczę w mediach. Próbowałeś? Masz na tym polu jakieś doświadczenia? Możesz napisać? Może nie będę musiała wyważać otwartych drzwi…
    Serdecznie pozdrawiam.

  7. Malgorzata Says:

    Mnie RW nie dopuscila do kolokwium habilitacyjnego, (trzy recenzje pozytywne, jedna negatywna) ponieważ przyjechał ten od negatywnej recenzji i Radę przekonał do swoich racji (przy dwóch pozytywnych nieobecnych na sali) Odwołanie oczywiście poszło, ale w momencie powstania niepewności szanse są niewielkie. Tak sie zwykle dzieje, jesli się habilituje ktoś z zagranicy. Recenzenci nie znają tematu więc czepiają się drobiazgów aby zatuszować własną niekompetencje, do tego zwykła zazdrość i brak znajomości tematyki.Niestey, Centralna komisja często dobiera recenzentów “z listy” a są to osoby znane z tego, ze są “teoretykami” albo “artystami” I stosują swoje kryteria do oceny cudzej pracy.

  8. Aleksander Says:

    Ja napisałem tylko odwołanie do CK, w którym szczegółowo przedstawiłem swoje argumenty. Wiadomo z jakim skutkiem. Oczywiście nie zniechęcaj się moją odpowiedzią. Każdy ma swoją opinię w sprawie. Walcz i staraj się naświetlić swoje racje, w końcu, teoretycznie żyjemy w wolnym państwie prawa. Czy nie? Ja nie naświetlałem swojej sprawy szczegółowo w mediach. Tylko ogólnie. To są zbyt skomplikowane rzeczy. Przecież w gruncie rzeczy każdy wie, że wszystko załatwia się pod stołem. Ja to wiem i Ty też powinnaś. W CK za każdą dziedzinę nauk odpowiada jeden człowiek. On jest czyimś kolegą, wystarczy jeden telefon, reszta zagłosuje tak, jak sugeruje ów “specjalista”. Czy myślisz, że tam prowadzone są jakies debaty naukowe? Z tymi recenzentami z listy jest przecież podobnie. Ludzie znają się po 20-30 lat. Czy sądzisz, że w tak plemiennych układach jakie są w Polsce decyduje rozum?

  9. Poszkodowana Says:

    Witam, reprezentuje nauki techniczne. Ten nasz kraj jest bardzo smutny. Jest bardzo dużo habilitacji pozytywnie rozpatrzonych pomimo tego, ze habilitanci nie maja międzynarodowego dorobku. Niestety są tez negatywne recenzje habilitantów którzy znacznie przewyższają dorobek samych recenzentów oraz innych habilitantów i otrzymują negatywne recenzje. Przyczyna: jest wymóg, że aby zostać profesorem trzeba być dwa razy recenzentem. Profesorowie podejmują się recenzowania chociaż nie są specjalistami w dziedzinie. Koledzy tych recenzentów, którzy są u władzy załatwiają im bycie recenzentem. Koszty są nieważne – skrzywdzi się habilitanta – kto by się tym przejął. Najważniejsze że kolega zdobędzie upragniona możliwość zostania recenzentem.

Zostaw komentarz

Spam protection by WP Captcha-Free